Wczoraj wracałem do domu późno w nocy. Podniosła się gęsta mgła i widoczność nie była najlepsza. Kiedy mijałem nadjeżdżający z przeciwka autobus przez ułamek sekundy byłem świadkiem niezwykłego zdarzenia. Światło reflektora autobusu wpadło w zalegającą w koleinie wodę i rozbiło się w niezliczoną ilość promieni. Miliony linii światła oświetliły kropelki mgły i przestrzeń przede mną zmieniła się w ścianę wibrującego światła. Nie trzeba być grafikiem, żeby taki widok człowieka olśnił. No właśnie. Na kim taki widok robi wrażenie? Są ludzie, którzy obok rzeczy najbardziej zachwycających są w stanie przejść obok bez słowa. Są tacy, którzy zachwycą się torebką wirującą na wietrze. Inspiracja to kapryśna dama – płynie z tam do tu, z teraz do gdzieś. Praca kreatywna odbywa się przecież głównie poza stanowiskiem pracy, jak ją więc przeliczać na pieniądze? Mogę siedzieć przed tabletem godzinami a i tak nie wpadnę na pomysł logotypu. Ten z kolei przyjdzie do mnie w najmniej oczekiwanym momencie: przy goleniu, w tramwaju czy na siłowni. Czasem więc zamiast męczyć się i pocić przy biurku, biorę psa na spacer, oglądam film czy idę spać. Z reguły działa to lepiej niż jakikolwiek przymus, nerwowe tupanie nogą klienta czy accounta. Myślę, że czasem warto, nawet ze swoją stratą, przekonywać ludzi do tego, że projektanci, graficy nie sprzedają mięsa czy warzyw, ale idee a te nie biorą się z hurtowni tylko z przestrzeni. Teraz są, jutro ich nie ma. Wymuszone są do bani, przesiedziane są do bani. To troche jak z łowieniem ryb – trzeba być cierpliwym ale kiedy ryba „bierze” trzeba reagować bardzo szybko. Jeśli przegapisz „złoty moment” ryba ucieknie, pomysł przepadnie. Udanego polowania życzę Wam i sobie.
